Wszystkie wpisy, których autorem jest Olek Mlynski

Recenzja filmu ,,Blade Runner” 2049, reż. Dennis Villeneuve

Denis Villeneuve has redefined himself over the past couple of years as a director. Starting off as an arthouse filmmaker, he moved to more mainstream cinema with flicks such as Incendies or Prisoners. With Arrival he began his venture into the sci-fi genre. Last year’s production has proven Villeneuve to be a candidate worthy of facing the cult classic masterpiece of Ridley Scott.  Czytaj dalej Recenzja filmu ,,Blade Runner” 2049, reż. Dennis Villeneuve

,,Dunkierka”, reż. Christopher Nolan, recenzja

Christopher Nolan stworzył film-bolid, który od chwili gdy rusza z piskiem opon na starcie gna aż do mety zatrzymując się tylko na kilka pit-stopów. Wielu recenzentów mocno na siłę stara się pisać o ,,Dunkierce” jako o dziele rewolucyjnym czy wyjątkowym. W mojej opinii Brytyjczykowi udało się po prostu to, czego dwa lata wcześniej dokonał George Miller w ,,Mad Maksie”: wyekstrahował z kilku wątków maksimum akcji i emocji, dzięki którym ,,Dunkierka” okazała się bardzo efektownym i porywającym spektaklem. Dialogów tu jak na lekarstwo, zaś wróg jest praktycznie niewidzialny i niesłyszalny (Niemieckiego w całym filmie kompletnie nie słychać). Objawia się on jedynie za sprawą zdehumanizowanych samolotów czy torped, które raz za razem uderzają w bezbronnych, odsłoniętych na plaży żołnierzy. Czytaj dalej ,,Dunkierka”, reż. Christopher Nolan, recenzja

,,Lady M.”, reż. William Oldroyd, recenzja

O ile tytuł jednoznacznie podpowiada nam szekspirowską sztukę, to osobiście bardziej kojarzyła mi się ,,Lady M.” z ,,Wichrowymi wzgórzami”, szczególnie w adaptacji Andrei Arnold. Oldroyd, podobnie jak reżyserka ,,Fish tanku”, stawia na dużą dozę chłodnego i brutalnego naturalizmu. Skupia się przy tym nasyconych prostym pożądaniem relacjach pomiędzy Katherine (Florence Pugh) a stajennym Sebastianem (Cosmo Jarvis), co zostaje jeszcze bardziej wyeksponowane przez zamieszkiwany przez nich fasadowy, pozbawiony ciepła dom.

Reżyser stawia jak na debiutanta bardzo pewne kroki, stosując ciekawą, nieco rwaną narrację. Brytyjczyk dba też o stronę wizualną, szczególnie o kadrowanie, często skupione na znajdywaniu gdzieś pośród ciasnych ścian willi Lady M. symetrii, nieco nawiązując w ten sposób do Kubrickowskiego ,,Barry’ego Lyndona”.

Brytyjczyk nie koncentruje się jednak jedynie na wątku romantycznym, cierpliwie ukazując podział społeczny, różnice klasowe, rasowe oraz mizoginię XIX-wiecznej Anglii. Jest to ewidentnie rewizjonistyczny obraz, nie ucieka się on jednak do prostych feministycznych haseł. Lady M., choć stawia czoło nierównościom i umiejętnie walczy o emancypację, robi to z iście makiaweliczną manierą. Widz zawieszony jest więc w moralnym limbo, nie do końca wiedząc, do jakiego stopnia kibicuje protagonistce. Taki dylemat byłby ogólnie całkiem ciekawy, gdyby nie kwestia aktorstwa.

lady-macbeth-filmJest ono jedynym zgrzytem, który niestety mocno utrudnia zanurzenie się w filmowym świecie. Szczególnie zawiodła wcielająca się w tytułową rolę Florence Pugh. Katherine w jej interpretacji to groteskowy potwór, z którym ciężko jakkolwiek sympatyzować. Cała kreacja wydaje się zbyt samoświadoma ponieważ aktorka zbyt dosłownie stara się przedstawić swoją postać jako złą i wypaczoną, przez co całość staje się dosyć karykaturalna. Podobnie rzecz ma się z resztą obsady, która konsekwentnie daje popis zbyt przeszarżowanego aktorstwa.

Stoi to w dużym kontraście ze stonowanym tempem i oszczędną muzyką, które tworzą subtelną grę niedopowiedzeń. ,,Lady M.” bawi się odniesieniami do angielskiej literatury, nasączając je jednocześnie współczesną lewicową myślą. Jednak gdzieś w tej intelektualnej mieszance Oldroyd nieco gubi trop, tworząc momentami nieco zbyt mętną i naiwną historię.

Anti-war musical: THE BURMESE HARP

This year’s LA LA LAND made us all reflect on the genre of musical and its cinematic history. Various references to both American (SINGIN’ IN THE RAIN, WEST SIDE STORY) and French (especially Jacques Demy’s) works in Chazelle’s flick created a cinephile’s homage to one of the most forgotten and archaic film genres. For a long time (actually, until I got to see LA LA LAND) I considered musicals as some flashy, bland and artificial works which had no real substance. Perhaps my view on them was spoiled by the likes of CAMP ROCK or HIGH SCHOOL MUSICAL, which were the biggest rave in my primary school years. Nevertheless, I could not tell any difference between musicals (obviously apart from their catchy scores). To produce an ingenious musical seemed to me an impossibility. Yet, I’ve changed my mind few days ago, when I saw Ichikawa Kon THE BURMESE HARP. Czytaj dalej Anti-war musical: THE BURMESE HARP

[Cannes 2017] ,,The Meyerowitz Stories”, reż. Noah Baumbach

Król amerykańskiej neurozy, który już dawno zdetronizował Woody’ego Allena, przybył na La Croisette z kolejną opowieścią o dysfunkcyjnej nowojorskiej rodzinie. Tak jak choćby we wcześniejszych ,,Tej naszej młodości” czy ,,Walce żywiołów”, Noah Baumbach pochyla się nad ludźmi klasy średniej, którym niby niczego nie brakuje, ale mimo towciąż daleko im do szczęścia. Czytaj dalej [Cannes 2017] ,,The Meyerowitz Stories”, reż. Noah Baumbach